Będąc w Wilnie nie sposób nie zajrzeć do oddalonych od tego miasta jedynie ok. 30 km na zachód Trok. Pocztówkowy widok zamku położonego na jeziorze przyciąga rocznie tysiące turystów z całego świata. I mimo że jest ich tu bardzo wielu, a całość przypomina nadbałtycki deptak, to klimat jest sielski i spokojny. Będąc w Trokach, warto zajrzeć też na pobliskie Wzgórze Aniołów. Tam dzieje się magia.

Zamek w Trokach jest w znacznym stopniu rekonstrukcją z 2 poł. XX wieku. Wzniesiony został w XIV–XV w. przez Wielkiego księcia litewskiego Kiejstuta i jego syna Witolda. Po I wojnie światowej Troki znalazły się na terytorium II Rzeczypospolitej. Ciekawostką jest, że prace konserwatorskie rozpoczął tu polski konserwator zabytków Stanisław Lorentz. Po II wojnie światowej prace były kontynuowane przez Litwinów.

Najbardziej zachwyca jednak położenie zamku. Stąd bardzo dużą popularnością cieszą się rejsy po tutejszym jeziorze, podczas których można go okrążyć. Nie kosztują one dużo, ponieważ za godzinny rejs zapłacimy 5 euro. My nie skorzystaliśmy z tej atrakcji jedynie ze względu na deszczowy dzień. Co przykuwało naszą i dzieci uwagę, to podjeżdżające co chwila pary młode pstrykające sesje zdjęciowe z całymi rodzinami na tle słynnego zamku;)

Karaimi

Ważnym elementem kultury Trok jest istniejące tu do dziś skupisko ludności karaimskiej. Karaimowie zostali sprowadzeni do Trok z Krymu przez księcia Witolda (podobno jeden z nich był nawet lekarzem nadwornym Jana III Sobieskiego). Idąc do zamku podziwiać można wszechobecną „zabudowę” karaimską. Kolorowe domki, które wyglądają jak zwykłe, dawne chaty (jak w skansenie) mają w sobie coś charakterystycznego. To trzy, różnej wielkości okienka w zewnętrznej ścianie: jedno dla Boga, drugie dla gospodarza i trzecie dla Witolda.

Ale Troki to nie tylko zabytki, to także uczta dla podniebienia. Słynne karaimskie kibinai czyli rodzaj pieczonych w piecu pierogów to kolejna rzecz, dla której warto tu przyjechać. Idąc wzdłuż jeziora, odwiedzić można jedną z wielu tradycyjnych restauracji. My wybraliśmy taką z dużym placem zabaw:)

Wzgórze aniołów

Kiedy po kilkugodzinnej wizycie jesteście jednak trochę zmęczeni wszechobecnością turystów, warto udać się na pobliskie Wzgórze Aniołów. Kiedy tam dotarlismy, oprócz nas, nie było nikogo. Pomimo środka lata, panowała iście jesienna pogoda. Mam wrażenie, że to tylko dodawało temu miejscu więcej magii i tajemniczości. Spacer tam był prawdziwą ucztą dla dziecięcej i naszej wyobraźni.

Od razu wiedziałam, że nie jest to jedynie zbiór poustawianych przypadkowo rzeźb, a coś znacznie większego. Otóż pomysł powstał w 2009 roku, aby upamiętnić 1000-lecie istnienia Litwy. Planowano wówczas na wzgórzu umieścić 10 aniołów, z których każdy miał reprezentować kolejne stulecia. Obecnie jest tam ich znacznie więcej, bo około czterdziestu. Każdy reprezentować ma jedną z życiowych prawd, np. współczucie, ofiarność, miłość, zdrowie, radość, wdzięczność, i nadzieję. Znajdują się tutaj patroni rodziny i nauki, opiekunowie pokoju duchowego. Wzgórze Aniołów jest otwarte dla wszystkich, a zwiedzać je można bezpłatnie i przez całą dobę.

Pod jakim względem jeszcze Wzgórze Aniołów jest wyjątkowe? Spoglądając na powierzchnię jezior z lotu ptaka, można odnieść wrażenie, że układają się one w kształt anioła z rozpostartymi skrzydłami. Jeziora Galwe, Tatarskie i Łuka to ciało i nogi anioła, jeziora Skaistis i Akmena tworzą jego skrzydła, a Wzgórze Aniołów to jego głowa!

Źródło: Google Maps

Na Wzgórzu ludzie zostawiają Aniołom swoje modlitwy. Są tam także podziękowania, a pod każdym z nich mnóstwo monet (co czywiście kusiło dzieci;) My także chcieliśmy zostawić na Wzgórzu nasze prośby. Ostatecznie jednak doszliśmy wspólnie do wniosku, że dużo więcej mamy podziękowań. A naszemu szczęściu pomożemy sami – razem:)

Udostępnij: