Zgodnie z mitologią, Rodos był darem Zeusa dla Heliosa – boga słońca. Sama nazwa wyspy pochodzi podobno od imienia Rode – jednej z córek Posejdona, którą Helios poślubił. Pierwsi ludzie zaczęli osiedlać się tu już ok. 700 lat p.n.e. Wyjątkowe położenie geograficzne wyspy (u styku trzech kontynentów: Europy, Azji oraz Afryki) przyczyniło się z jednej strony do rozwoju wyspy, z drugiej – był to powód wielokrotnych ataków na nią. W latach 1309-1522 panowali tu joannici, następnie Turcy, Włosi i Niemcy. Zaledwie 72 lata temu (w ramach pokoju paryskiego z 1947 roku) wyspa wraz z całym Dodekanezem wróciła w posiadanie Greków. Stąd znaleźć tu można, oprócz ciepłego, błękitnego morza, niezwykłe ślady kultur pozostawione przez kolejnych osadników.

Lindos

Zwiedzanie wyspy zaczynamy od wizyty w Lindos. Ponieważ mamy blisko, docieramy tam autobusem, który ku naszemu zaskoczeniu spóźnia się jedynie 12 minut, co jak na „greckie standardy” wydaje nam się niewiele;) Położone w centralnej części wschodniego wybrzeża wyspy miasto, to jedna z jej ważniejszych atrakcji turystycznych. Do najciekawszych miejsc należy Akropol. Znajdują się na nim ruiny świątyni Ateny oraz mury twierdzy rycerzy zakonnych Joannitów z XIV w.

Warto się na nie wspinać nawet w upale, ponieważ ze wzgórza podziwiać można także przepiękne widoki na miasteczko, Zatokę Lindyjską oraz niewielką zatoczkę, która jest w kształcie serca. Jest ona nazwana imieniem św. Pawła, który podobno dotarł tu podczas jednej ze swoich podróży.

Rodos

Kolejnego dnia wypożyczamy samochód, aby zobaczyć więcej. Szczególnie kusi nas Stare miasto w Rodos. To jeden z osiemnastu obiektów w Grecji wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jego częścią jest Pałac Wielkich Mistrzów Zakonu Joannitów z XIV wieku. Odbudowano go w początkach XX wieku z przeznaczeniem na letnią rezydencję Mussoliniego. Spacer wewnątrz ma w sobie atmosferę magii (być może to jedynie powiew klimatyzacji we wszechobecnym upale;), a szczególną uwagę przykuwają przepiękne mozaiki na posadzkach przetransportowane do zamku z wyspy Kos.

Na sam koniec pobytu w mieście Rodos (w upały ciągnie nas raczej na plażę:) odwiedzamy port Mandraki. W czasach starożytnych wejścia do portu strzegł Kolos Rodyjski (posąg Heliosa) – jeden z siedmiu cudów świata starożytnego. Dziś są tu jedynie trzy bizantyjskie wiatraki i baszta św. Mikołaja.

Zatoka Anthony Quinna i Tsambika

W drodze powrotnej zaglądamy do Zatoki Anthony Quinna. To tutaj, w skalistej scenerii, kręcony był film „Działa Nawarony”. Zatoczka choć malownicza, z wodą w odcieniach przepięknego turkusu, aż roi się od turystów. Moczymy zatem tylko nogi i ruszamy dalej.

W niektórych przewodnikach po wyspie, wyróżniony jest też klasztor Tsambika. Sam budynek nie jest może aż tak warty uwagi, co historia z nim związana. Podobno modlitwa do Matki Boskiej Tsambika, której obraz znajduje się w klasztorze, przynieść ma potomka. Dla pewności nie wchodziliśmy do środka;)

Prasonisi

Nie docieramy niestety do Doliny Motyli. Samochód mamy wypożyczony tylko na jeden dzień, a w kolejne stawiamy na odpoczynek, czyli zwiedzamy pobliskie baseny, stragany i plaże. Piaszczystych plaż nie jest na Rodos wiele. Dominują kamieniste, które nie przeszkadzają trochę już starszym dzieciom. Zamiast budować zamki można po prostu stawiać kamienne wieże.

Najbardziej „piaszczystą” plażą na wyspie jest Prasonisi. Czasem wyspa, a czasem półwysep to raj nie tylko dla turystów, ale przede wszystkim, ze względu na silny wiatr, dla amatorów wind- i kitesurfingu. To w tym miejscu Morze Egejskie styka się ze Śródziemnym. Szkoda, że nie widzieliśmy jej na żywo. Dotarli tam nasi współpodróżnicy i dzięki nim i ich zdjęciom mogliśmy przynajmniej poczuć ten klimat.

Monolithos

Na sam koniec dnia jedziemy na zachód wyspy do ruin zamku w Monolithos. To co ukazuje się naszym oczom to prawdziwy raj. O dziwo prawie nie ma tam turystów. To miejsce to kwintesencja greckiego „siga, siga”. Skłania do bycia tu i teraz. Tak, jakby nie istniało nic oprócz wszechobecnej przestrzeni i niekończącego się horyzontu. To zdecydowanie jeden z piękniejszych zachodów słońca jaki widziałam. I choć starałam się bardzo, aby zdjęcia oddały ten klimat, to jednak trzeba to zobaczyć, a nawet przeżyć samemu… najlepiej ze sprawdzoną, wakacyjną ekipą:)

Udostępnij: