Marzyłam, że pierwszy wpis w kategorii podróże będzie o Tajlandii lub popularnym ostatnio Dubaju. No dobra, przynajmniej o południu Europy. Słoneczna Hiszpania, Włochy lub portugalska Madera. Każdy chciałby tam być. Szczególnie pod koniec przedłużającej się w nieskończoność zimy. Tymczasem życie pisze własne scenariusze i wybór, dość niespodziewanie, padł na Pszczynę. Tak, tak, dobrze widzicie. Pszczyna – oddalona o pół godziny od Katowic „perła Górnego Śląska”. Mieliśmy zajechać tam tylko na obiad w drodze powrotnej z zimowych ferii w górach, a zostaliśmy całe popołudnie. Ale od początku…

Już po wjechaniu do miasteczka zauważyłam niekończący się park z wejściem przypominającym tradycyjną chińską bramę paifang. Nie jestem zbyt przesądna, ale ponieważ za kilka dni miał zacząć się chiński Nowy Rok, to pomyślałam, że to znak. I mimo że pogoda nie zachęcała, zarządziłam przerwę w podróży.  Wystarczył krótki spacer i całkowicie oderwaliśmy się od rzeczywistości.

Na 156 hektarach znaleźliśmy skansen Zagroda Wsi Pszczyńskiej, zoo, pole golfowe oraz książęcy pałac. Zamek, w którym obecnie działa muzeum, wyglądał dość imponująco. W przeciwieństwie do wielu innych rezydencji na Śląsku, zniszczonych na skutek działań II wojny światowej lub bezpośrednio po niej, w Zamku w Pszczynie zachowało się nawet oryginalne wyposażenie i meble. Kolorowe retro-wnętrza sprawiają, że jest to jeden z cenniejszych zabytków architektury w Polsce. W podziemiach, coś w sam raz dla małych i dużych chłopców, czyli zbrojownia. Podobno w styczniu zamek odwiedza tylko kilkaset osób więc nasza czwórka podbiła nieco statystykę.

Poznaj świat króla puszczy

W części zachodniej parku w 2008 roku powstała Pokazowa Zagroda Żubrów. Na 10 hektarach oprócz króla puszczy żyją muflony, sarny, jelenie i daniele. Pierwsze żubry do lasów pszczyńskich przyjechały pociągiem (!) jesienią 1865 roku. Był to prezent od cara Rosji Aleksandra II. Czy wiecie, że żubry to największe ssaki lądowe żyjące w Europie? Ważą nawet tonę i zjadają do 60 kg pożywienia dziennie. Gatunek został wpisany do Czerwonej Księgi jako zagrożony wyginięciem. Dziś jest ich na świecie tylko około 5000, z czego 1/5 w Polsce.

Przez park przepływa też żółta rzeka. No dobra, jedynie fragment kanału zabarwionego rdzą. Daleko mu do chińskiej pięciokilometrowej Huang He, ale dla moich dzieci był to drugi (po żubrach) hit w Pszczynie.

Po żubrach byliśmy już tak głodni, że szybkim krokiem udaliśmy się na starówkę. Minęliśmy Kamienicę Pod Murzynkiem z XIX wieku, na której we wnęce stoi rzeźba przedstawiająca Murzyna. (Po powrocie do domu z ciekawości przekopałam Internet, ale nie mogę znaleźć jaka jest jego geneza). Na środku rynku powitała nas, obok studni, do której dzieci musiały wrzucić pieniążek, miejska ślizgawka. W takt muzyki dobiegającej z głośników na lodowisku ruszyliśmy zwiedzać neorenesansowy Ratusz. Na szczęście (dla dzieci i naszych żołądków) było już zamknięte. Na koniec jeszcze mała lekcja tolerancji czyli rzut oka na przyklejony do ratusza kościół ewangelicko- augsburski z połowy XVIII wieku. Różne są religie, nie tylko na świecie, ale i w Polsce.

Wielki świat jest tuż obok

Aż trudno uwierzyć, że tego wszystkiego dowiedzieliśmy się w jedno zimowe popołudnie. Więc jeśli macie chwilę i jesteście w pobliżu wpadnijcie koniecznie do Pszczyny na kawę. Polecam zatrzymać się na dłużej. My wrócimy tam na pewno. Chociażby po to, żeby w południe usłyszeć hejnał oparty na miejscowej pieśni ludowej „Ejże, ejże, dziołchom dziubka dejże dziadu” (serio !)

I pamiętajcie. Przysłowiowy wielki świat nie jest wcale odległy o tysiące kilometrów, znaleźć go można tuż obok. Wystarczy wyjść z domu i się dobrze rozejrzeć. Pokazujcie go dzieciom i zwiedzajcie sami.

Udostępnij: