Od czasu naszej wizyty na Roztoczu, byłam przekonana, że trudno będzie w Polsce o bardziej kolorową starówkę niż ta w Zamościu. Jednak przyznaję, że XVI-XVIII wieczne kamienice na poznańskim rynku także wyglądają bajkowo. Zwiedzanie zaczęliśmy więc właśnie od Starego Miasta. O 12:00 obowiązkowy przystanek pod Ratuszem, aby obejrzeć słynne koziołki. Jak mówi legenda, prawdziwe koziołki, by nie dać się schwytać uciekły na wieżę. Ze strachu zaczęły trykać się rogami. Na pamiątkę tego wydarzenia ratuszowy zegar wybudowano właśnie z koziołkami. Dzieciaki zachwycone. Z resztą i nam się podobało. A to dopiero początek.

Muzeum Brama Poznania ICHOT (Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego)

Na stronie muzeum czytamy, że to „pierwsze w Polsce centrum interpretacji dziedzictwa, które przy pomocy nowych technologii łączy opowieść o dziejach katedralnej wyspy, rozwoju miasta Poznania z narracją początkach Państwa Polskiego”. Hmm, nie brzmi to wciągająco, także dla naszych dzieci (lat 5 i 9). Nie zrażeni jednak tym, bądź co bądź, niezachęcającym opisem ruszamy do Bramy. Znajduje się w najstarszej części miasta, niedaleko katedry na Ostrowie Tumskim.

Już na starcie otrzymujemy audio przewodniki dedykowane dzieciom. W całym muzeum rozmieszczone są specjalne „buźki”, które po kliknięciu uruchamiają informacje dostosowane dla dzieci: gdzie spojrzeć, czego dotknąć czy w którą stronę iść dalej. Dzieci mogą ułożyć wielkie puzzle, poznać dawne środki transportu i sprawdzić (kręcąc korbami), które z nich były najszybsze. Mogą także wchodzić do przeszklonych kopuł i znaleźć się w środku historycznej makiety. Mogą odkalkować pieczęcie władców lub przeczytać legendy w interaktywnych książkach. Wbrew wcześniejszym obawom, jesteśmy zachwyceni. To zdecydowanie przykład na to, że można stworzyć muzeum ciekawe dla dzieci.

Atrakcje wokół Jeziora Maltańskiego

Idąc dalej mijamy Śródkę z przepięknym muralem.

Po chwili docieramy do pierwszej stacji kolejki wąskotorowej, Maltanki. To jedna z trzech parkowych kolejek w Polsce. Jej najstarsza szyna pochodzi z 1898 roku. Pamięta więc czasy Powstania Wielkopolskiego. Ruszamy malowniczą trasą wzdłuż jeziora Malta. Po ok. 20 minutowej przejażdżce docieramy do stacji końcowej Zwierzyniec. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się w środku lasu, a to przecież tak niedaleko od centrum miasta. Zupełnie nieoczekiwanie napotykamy na drogowskazy do parku linowego. Ponieważ nasze dzieci uwielbiają tę rozrywkę, nie mamy wyjścia. Idziemy.

W tym Parku linowym każde dziecko (nawet te dorosłe) znajdzie przygodę dla siebie. Trasa dziecięca (dla dzieci od 3 roku) jest w całości zabezpieczona siatkami asekuracyjnymi. Liczba przejść jest nieograniczona. Trasa niska i tyrolkowa były w sam raz dla Michała (dla dzieci od 6 roku, wymagane 160 cm zasięgu podniesionej do góry ręki). To najłatwiejsza z tras linowych tego parku z 13 przeszkodami. Jej czas przejścia to ok. godziny. Oprócz tego dla wysportowanych trasy średnia i wysoka. Przejście każdej z nich (20 przeszkód) zajmuje ok. 2 godzin.

Do hotelu wracamy tramwajem (ta atrakcja w przypadku naszych dzieci sprawdza się zawsze;)

Palmiarnia

Palmiarnia była zdecydowanie największym zaskoczeniem naszej wyprawy. A trafiliśmy tam przypadkiem. Ostatniego dnia naszego pobytu mieliśmy zaplanowaną wizytę w Rogalowym Muzeum Poznania. Niestety pech chciał, że moja rezerwacja ze względu na brak miejsc została anulowana. Mieliśmy więc kilka wolnych godzin do wyjazdu i padający za oknem deszcz. Wracając ze śniadania zerknęliśmy jak zawsze do recepcji, aby dzieci wzięły po cukierku z wielkiego słoika stojącego na ladzie. Ja sięgnęłam po foldery reklamowe. Moją uwagę przykuła z ulotka z palmami. Okazało się, że w Poznaniu jest największa w Polsce ponad 100 letnia Palmiarnia. Z resztą zobaczcie poniżej – zdjęcia mówią same za siebie.

Dodam jeszcze, że dzieci idąc alejkami mogą zbierać pieczątki umiejscowione w specjalnych budkach. A jeśli na początku trasy kupimy za 1 zł pokarm dla rybek możemy też przez całą drogę je karmić. Na szczęście kupiłam.

Tropiki za 17 zł dla czteroosobowej rodziny – takie cuda możliwe są tylko w Polsce 😉 To był zdecydowanie udany weekend. I pamiętajcie – nie ma złej pogody na zwiedzanie.

Udostępnij: