Aż wstyd się przyznać, ale nasza wiedza o Litwie była do tej pory niewielka. A przecież to tutaj moja babcia z dziadkiem brali ślub w kościele św. Anny, a na ścianie w domu rodzinnym wisiał obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Poza tym lubię miejsca nieoczywiste i nie do końca komercyjne. Podróż na wschód była więc nam pisana. Planowaliśmy ją od zeszłego roku, ale wciąż nie starczało czasu. W końcu się udało i w te wakacje ruszyliśmy samochodem do Wilna. Czy to miasto ma do zaoferowania jedynie kościoły, a pobyt tam to tylko sakralna turystyka sentymentalna? Zdecydowanie nie. Z resztą, przekonajcie się sami.

Stare miasto

Stare Miasto w Wilnie trafiło w 1994 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kto jednak podróżuje z dziećmi ten wie, że to hasło wydaje się dla nich niewystarczające. Trasę zwiedzania trzeba zatem opracować tak, aby nawet najmłodszy uczestnik wyprawy miał z wycieczki radość i przyjemność. My wymyśliliśmy, że idziemy spacerem do Muzeum Iluzji. Szliśmy więc tam, zahaczając „przy okazji” o wiele najistotniejszych atrakcjach Wilna;)

Wzgórza

Zaczęliśmy od zwiedzania Wzgórza Giedymina, na którym znajduje się Baszta oraz pozostałości powstałego w średniowieczu Zamku. Tu rodziła się historia miasta dlatego stało się ono jego symbolem. Tu znaleźliśmy też pierwszą atrakcję dla dzieci. Był to wjazd na górę kolejką. Koszt 1 euro -zdecydowanie polecam. Zeszliśmy już na piechotę, w końcu było to tylko kilkaset metrów.

Wilno ma jeszcze dwa słynne wzgórza. Jedno z nich to trochę oddalone od centrum wzgórze z liczącą 326,5 metra wieżą telewizyjną z lat 80-tych XX wieku. Tutaj niestety nie dotarliśmy. Starczyło nam jednak czasu, aby zdobyć pobliską Górę Trzech Krzyży. To jeden z najpopularniejszych punktów turystyczny w stolicy Litwy. My wdrapaliśmy się tam późnym popołudniem „na skróty”, bocznym szlakiem przez las. Po 10 minutach byliśmy na górze, a zachód słońca i panorama miasta warte były tej wspinaczki.

Plac Katedralny

Kolejnym punktem naszego spaceru jest wileński „rynek” czyli Plac Katedralny, przy którym wznosi się Archikatedra św. Stanisława Biskupa i św. Władysława wraz z okazałą Dzwonnicą. Wejście do bazyliki jest bezpłatne.

Tuż obok Katedry znajduje się biały renesansowy budynek, tzw. Zamek Dolny, będący rekonstrukcją dawnej siedziby wielkich książąt litewskich i królów polskich. Z resztą polskich akcentów jest w Wilnie całkiem sporo.

Sentymentalnie

Następnie udaliśmy do kościoła św. Anny. To najsłynniejszy zabytek Wilna, powstały w XV wieku w stylu gotyckim. Dla mnie to moment sentymentalny – to tutaj w 1944 roku moja babcia powiedziała dziadkowi sakramentalne „tak”, a dziś jestem tu z jej prawnukami, których nawet nie poznała…

W pobliżu znajduje się pomnik Adama Mickiewicza, obok którego także robimy przystanek. Próbuję wytłumaczyć dzieciom o co chodziło ze słowami „Litwo, Ojczyzno moja”, ale widzę, że w głowach mają tylko Muzeum, do którego zmierzamy. Wierzę jednak, że z każdej takiej podróży coś pozostaje;)

Republika Zarzecza

Kilkaset metrów dalej po przekroczeniu rzeki Wilejki zaczyna się fajna przygoda. Trafiamy do powstałej 1 kwietnia 1997 roku Republiki Zarzecza. Dzielniaca ta jest porównywana do Montmarte w Paryżu, ale muszę przyznać, że mnie bardziej podoba się wileńska alternatywa. Tu nic nie jest oczywiste: zebra na biegunach i stare fortepiany, rzeźby i sztuka na budynkach.

Głównym symbolem republiki jest rzeźba Anioła z Zarzecza obok której stoi metalowa świnka. Wcześniej w tym miejscu stał pomnik „Jajko” – symbol odnowy dzielnicy.

Państwo to ma własną konstytucję. Wywieszona jest na wielkich lustrzanych tablicach (na ulicy Paupio gatve). To zbiór 38 praw dających ogromną przestrzeń do przemyśleń. I tak jest w konstytucji punkt 4. o tym, że człowiek ma prawo się mylić i punkt 6. – ma prawo kochać. Jest też o tym, że ma prawo być szczęśliwy i rozumieć, ma prawo być także nieszczęśliwy i nic nie rozumieć. Niby takie proste, a jednak jak dłużej się zastanowić to często te podstawowe potrzeby odbieramy sobie sami… Moje dzieci do dziś wspominają punkt 9. Człowiek ma prawo do leniuchowania i nicnierobienia;)

Ulica Literacka

Po drodze zaglądamy też na Ulicę Literacką, przy której mieszkał Adam Mickiewicz. Od roku 2008 upamiętnia się tu literatów, wmurowując w ściany różne „dzieła” artystów. Moje wrażnia są mieszane, ale według mojego syna sztuczna szczęka na murze jest „kozacka”;)

Muzeum Iluzji

Wiosną byliśmy na Farmie Iluzji więc wiedzieliśmy mniej więcej czego możemy się spodziewać. Zdecydowanie polecam to miejsce. To głównie iluzje optyczne, wszystkie wyjaśnione i opisane na specjalnych planszach. Tu Zosia stała się większa od Michała, a nasze cienie zostały na ścianie. To tu znów powstał „rodzic idealny” czyli pół ze mnie, a pół z mojego męża;) Co tu dużo pisać, sami zobaczcie.

Ostra Brama

Po wizycie w Muzeum ciężko było przekonać dzieci do dalszego spaceru. Na szczęście Ostra Brama była już bardzo blisko. To najważniejsze sanktuarium Litwy, na które warto spojrzeć z dwóch perspektyw. Na zdjęciu tylko jedna, ponieważ w środku nie wolno fotografować.

Co jeszcze warto zobaczyć w Wilnie?

Oprócz wszystkich kościołów, których w Wilnie jest kilkadziesiąt, moją uwagę przykuły także cerkwie. W Wilnie obok siebie funkcjonują katolicy i wyznawcy prawosławia. Architektura cerkiewna to oprócz symbolicznych kopuł przede wszystkim kolor, a kolor to radość. Zatem zwiedzanie cerkwi podobać się może także dzieciom. Do kilku z nich udało nam się więc zajrzeć.

Cerkiew Przeczystej Bogurodzicy położona jest tuż przy dzielnicy Zarzecze. Powstała już w średniowieczu, a w drugiej połowie XIX wieku została przebudowana w stylu gruzińskim.

Przepiękna jest także złota Cerkiew Świętych Konstantyna i Michała z 1913 roku.

Przy ulicy Ostrobramskiej znajdziecie Cerkiew sw. Ducha. Z zewnątrz bardzo stonowana, ale zielone wnętrze zachwyca przepychem.

Żałuję, że zabrakło nam czasu na wizytę na Cmentarzu na Rossie z początku XIX wieku z grobem z sercem Józefa Piłsudskiego oraz spacer po dwustuhektarowym ogrodzie botanicznym. Niech was nie zwiedzie Was poniższa mapka. Wprawdzie zaznaczyłam na niej dokładnie 3,5 kilometrową trasę opisanej wycieczki, ale jej pokonanie zajęło nam cały dzień;)

Źródło: Google Maps

PS.

Czasem najbliższe miejsca są nam najdalsze. I dużo łatwiej polecieć do Dubaju czy Tajlandii niż wybrać się do naszych sąsiadów. A warto, bo to nie tylko fajna wycieczka, ale także nasza historia, tożsamość i doświadczenia. Warto pokazać to dzieciom.

Udostępnij: