Nie wiem jak Wy, ale ja jeszcze kilka lat temu hasło SUZUKI kojarzyłam jedynie z japońską marką motoryzacyjną. Odkąd w naszym domu pojawiło się pianino, nazwa Suzuki stała się dla mnie synonimem naszego rodzinnego eksperymentu muzycznego. Idąc z moim synem na pierwszą lekcję nauki gry na pianinie metodą Suzuki nie spodziewałam się, jak ważną częścią życia stanie się w naszym domu muzyka i jak bardzo zbliży nas do siebie. Ale od początku…

Czym jest metoda Suzuki?

Bardzo chciałam, aby moje dzieci w „pakiecie wychowawczym” otrzymały wykształcenie muzyczne. Szkoła muzyczna nie była jednak dobrym rozwiązaniem. Chyba za bardzo kojarzyła mi się z rygorem ćwiczeń i wieloma godzinami spędzonymi nad pianinem kosztem rozwijania innych pasji. Zaczęłam szperać w Internecie i znalazłam lekcje metodą Suzuki (od nazwiska wybitnego skrzypka i pedagoga Shinichi Suzuki).

Shinichi Suzuki nazywał swój sposób nauczania Metodą Języka Ojczystego. Punktem wyjścia dla metody jest założenie, że KAŻDE DZIECKO tak samo jak uczy się swojego języka, może nauczyć się grać na instrumencie. Lekcje rozpoczyna się od najmłodszych lat (my zaczynaliśmy ok. 5 roku). To właśnie wtedy słuch  i pamięć rozwijają się u dzieci najintensywniej. Analogicznie do nauki języka, najpierw maluchy grają ze słuchu. Dopiero potem poznają nuty, czyli tak samo jak z nauką czytania i pisania.

Jak wygląda lekcja?

Na lekcje chodzimy raz w tygodniu. Zajęcia trwają od 15 do 30 minut, w zależności od wieku dziecka. W lekcji z dzieckiem uczestniczą mama lub tata. Aby móc ćwiczyć z dzieckiem w domu, rodzic musi jedynie zrozumieć, o co chodzi w metodzie Suzuki (nie trzeba wcale umieć grać!). Po zajęciach dzieci w nagrodę za swój wysiłek otrzymują od nauczyciela małe nagrody np. naklejki z uśmiechniętą buzią. To tak jak z mówieniem – przypomnij sobie, jaki zachwyt wywołały w Tobie pierwsze słowa Twojego dziecka i z radością biłeś wtedy brawo.

W tym momencie pada zazwyczaj jeszcze jedno pytanie: ile czasu poświęcacie na ćwiczenie? Moim zdaniem niewiele – od 5 do 20 minut (zależy jaki dzieci mają dzień), ale ćwiczymy codziennie.

Jakie są plusy?

Co do oczywistych plusów wczesnego nauczania muzyki chyba nie muszę nikogo przekonywać. Wszechstronny rozwój dziecka, w tym zdolności: językowych, matematycznych, manualnych, pamięci i koordynacji (do gry na pianinie niezbędna jest przecież koordynacja: głowa-oko-ucho-ręce-nogi).

Oprócz tych oczywistych plusów są jeszcze inne, które w mojej ocenie są nawet ważniejsze:
– pokonywanie nieśmiałości i tremy,
– budowanie poczucia własnej wartości, wiary we własne możliwości,
– nauka koncentracji na wykonywanym zadaniu,
– nauka systematycznej praca dla osiągania wyznaczonych celów.

Ech … gdyby tak ktoś mnie za młodu uczył tą metodą 😉

Najważniejsza lekcja

Najcenniejszą lekcją dla mnie jako rodzica był mój wspólny występ z synem na jednym z dorocznych koncertów. Moja trema przed występem dla kilkudziesięciu osób była porównywalna ze stresem maturalnym lub egzaminem na prawo jazdy (wiem, wiem, niektórych jedno i drugie akurat nie stresowało wcale ;). Emocje były tak silne dlatego, że grałam na koncercie po raz pierwszy. I gdy się tak stresowałam, mój mały syn podszedł do mnie i powiedział: „Nie martw się mamo. Jak się pomylisz to ja będę grał głośniej i nikt nie usłyszy. Patrz na mnie i złapiesz się na pewno w kolejnym takcie.”

Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że nasze dzieci codziennie robią dla nich coś nowego, nieznanego. Coś, co dla nas dorosłych, jest oczywiste, jasne i proste. I to czego potrzebują najbardziej to wsparcie, zachęta i pewność, że jesteśmy przy nich zawsze nawet kiedy się pomylą. Zosiu i Michałku – jestem przy Was we wszystkim czego próbujecie.

Garść przydatnych linków:

Centrum Edukacji Suzuki
European Suzuki Association
Akademia Suzuki

Udostępnij: