Tej podróży nie planowaliśmy wcale. Tegoroczna prognoza pogody na majówkę nie zapowiadała się optymistycznie. Kilka dni przed długim weekendem wpadliśmy na pomysł, aby pojechać gdzieś niedaleko stolicy. Szukaliśmy miejsca, które wydawało nam się kierunkiem mniej turystycznym. Mimo pochmurnej, jesiennej pogody (co widać na zdjęciach) ten wyjazd będziemy wspominać bardzo ciepło. Przyroda, historia, kultura – czyli „wielka” Polska w pigułce. Po prostu Wielkopolska.

Cały świat w Puszczykowie

Muzeum-Pracownia Literacka Arkadego Fiedlera mieści się w starym domu Fiedlerów w Puszczykowie, w którym rodzina mieszka do dziś. Zgromadzono w nim pamiątki pisarza z podróży. Oprócz tego znajdziemy tu wystawę poświęconą słynnemu Dywizjonowi 303, piramidę, tajemniczy świat Indian oraz replikę statku Santa Maria. Od wejścia w Ogrodzie Tolerancji (!) wita zwiedzających mapa Afryki z historią Kazimierza Nowaka w tle. Ten „szalony” Poznaniak w początkach XX wieku przebył samotnie Afrykę pokonując 40 tysięcy kilometrów pieszo i rowerem. Dla dzieci był to znak, że za bramą tego miejsca czeka niesamowita przygoda. Znają historię „Kazika” prawie na pamięć bo to jeden z lepszych audiobooków jakiego wspólnie słuchaliśmy. I tak jak kiedyś ojciec uczył małego Arkadego „kochać rzeczy, obok których inni przechodzą obojętnie”, tak ja mam nadzieję, że odwiedzając to inspirujące miejsce pokazałam to także moim dzieciom.

Rogalin

Jadąc dalej na południe napotykamy wybudowany pod koniec XVIII wieku Pałac rodu Raczyńskich. Ostatni z rodu – Edward Raczyński, prezydent na uchodźstwie – przekazał pałac oraz otaczający go park Muzeum Narodowemu. Znaleźć można tu galerię obrazów (m.in. Matejko, Malczewski, Wyspiański), powozownię i gabinet Raczyńskiego przeniesiony wprost z Londynu. Dla dzieci był to chyba najmniej ciekawy postój naszej wielkopolskiej wyprawy. Ale i one znalazły tu coś dla siebie – liczyły zdobiące ściany pałacu portrety przodków w podziale na męskich i żeńskich 😉

Lekcja ortografii czyli jesteśmy w Kórniku (nie w kurniku)

W oddalonym o zaledwie kilka kilometrów Kórniku stoi zamek, którego początki sięgają średniowiecza. Budowla otoczona fosą została przebudowana w barokowy pałac w XVIII wieku. Całość mieści się w arboretum liczącym ok. 3 tys. gatunków roślin. To jeden z największych w Europie parków dendrologicznych (czyli dot. krzewów i drzew). W zależności od miesiąca, w którym odwiedzimy to miejsce, kwitną magnolie, bzy czy różaneczniki. Polecam oczywiście plac zabaw, a także komnaty cisowe. To ogromne, całkowicie zarośnięte korytarze utworzone z cisów. Podczas gdy dzieci goniły się w labiryntach, my czytaliśmy wiersze Szymborskiej umieszczone na starych drzewach – noblistka urodziła się właśnie w tym miasteczku.

Wyspa Edwarda w Zamyślu

Nazwa kojarzyła mi się trochę z Wyspą Księcia Edwarda – tą, na której urodziła się Lucy Maud Montgomery:) Nie ma tam wprawdzie Ani z Zielonego Wzgórza, za to na dzieci czeka mnóstwo atrakcji. Już na samym początku wycieczki spotykamy niespodziankę w postaci „pływającego” mostu. Chyba nie muszę pisać ile razy musieliśmy przez niego przejść zanim dotarliśmy do celu;) To cud, że nie zatonęliśmy po drodze. Na 3 ha znajdziecie stary dębowy las (w większości pomniki przyrody), dworek w stylu szwajcarskim, a co dla rodzica najważniejsze ciekawy plac zabaw otoczony leżakami i kawiarnię. Kto by przypuszczał, że na samym środku jeziora odnajdziemy prawdziwą oazę spokoju.

Parowozy w Wolsztynie

To zdecydowanie najdalszy (licząc od Poznania, z którego startowaliśmy) punkt na mapie naszej wyprawy. Nie mogliśmy go jednak pominąć, ponieważ znajduje się tam ostatnia w Europie (!) czynna parowozownia. Dla mnie całość robiła odrobinę brudne wrażenie;) Dzieci natomiast były zachwycone. Zobaczyć kilkutonowe stalowe kolosy, buchającą z komina parę i obrotnicę jak z bajki „Tomek i przyjaciele” – to było dla nich przeżycie bezcenne. Pociągiem ciągniętym przez parowóz można też pojechać – my niestety się spóźniliśmy. Może i lepiej – będziemy mieć powód, żeby powrócić w te strony.

Drezyną przez Wielkopolski Park Narodowy

Nie spóźniliśmy się za to na drezynę;) Na stronie MKD czytaliśmy, że oferta przeznaczona jest dla wszystkich, którzy cenią ruch na świeżym powietrzu i poszukują nietypowej przygody bez angażowania wielkich środków. Pomyśleliśmy, że to coś dla nas:) Muszę przyznać, że był to prawdziwy hit naszej majowej wyprawy. Drezyny startują z Mosiny, a póltoragodzinna trasa wiedzie przez las do opuszczonej stacji Osowa Góra. Czy jako dzieci wychylaliście się przez okno jadąc, aby urwać liść czy kwiatek? Podczas tej podróży wszystko to było na wyciągniecie ręki.

Tak oto drezyną dojechaliśmy do końca naszej podróży. Dalej ruszamy już piechotą (jak widać na zdjęciu nie wszyscy;) Chodźcie z nami – szukajcie kolejnych wpisów w kategorii PODRÓŻE. Możecie też wybrać swoją drogę. Polska jest naprawdę piękna.

Udostępnij: