Mieszkanie na wsi ma swoje plusy. Oprócz oczywistych, jak ogród za oknem czy salon z kominkiem, jest też fundusz sołecki:) W ramach przyznanych nam środków, z okazji Dnia Dziecka przygotowujemy już od kilku lat niespodziankę dla najmłodszych mieszkańców naszej wsi. W tym roku wybraliśmy wycieczkę na Farmę Iluzji. To park rozrywki niezbyt daleko od Warszawy, więc podróż autokarem nie jest męcząca. Do tego na miejscu czeka mnóstwo atrakcji dla młodszych jak i trochę starszych dzieci. Nie byłam entuzjastką tego pomysłu. Zdecydowanie bardziej wolę miejsca mniej komercyjne (jak Ostromecko czy Roztocze, w którym zakochaliśmy się tej wiosny). Czy jednak warto tam pojechać? Przekonajcie się sami. Uwaga – trzymajcie się mocno, bo może zakręcić się w głowie.

Zaczynamy od flagowej atrakcji na Farmie czyli lewitującego domu, który w środku wygląda całkiem zwyczajnie. Jednak to tylko iluzja, bo żeby dojść do okna trzeba się trochę powspinać. Do tego okazuje się, że jestem siłaczką i potrafię go podnieść;) Tuż obok mniejszy domek – niby niepozorny, a jednak się kręci. Po takim starcie muszę się chyba napić … wody oczywiście.

Dla schłodzenia atmosfery ruszamy na Szlak Trapera gdzie czeka nas przeprawa tratwami.

Chwilę później trafiamy do gabinetu luster. Na szczęście udaje się znaleźć wyjście i możemy ruszać dalej.

„Zjeżdżamy” windą do opuszczonej kopalni w poszukiwaniu złota… tym razem wychodzimy niestety z niczym.

Idziemy do pokoju Amnesa gdzie następuje prawdziwy pokaz sił. Tu prawda wychodzi na jaw i okazuje się, że to Zosia jest większa od Michała.

Chwilę później bawimy się w Indian, tzn. bawi się Zosia, bo Michał udaje człowieka pająka w parku linowym.

Potem klasyk – czyli ogródek olbrzyma…

…i odrobina fitnessu na kolorowej ścieżce zdrowia. W końcu „forma na lato” sama się nie zrobi;)

Na sam koniec zostawiamy wizytę na drewnianym placu zabaw, którego położenie na piasku przypomina skrawek lasu nad Bałtykiem.

Z atrakcji kulturalnych udaje nam się na Muzycznej Polanie wysłuchać koncertu „prawie jazzowego”;)

Jest jeszcze całkiem sporo atrakcji, którym zdjęć nie zrobiłam: park trampolin (za dużo innych dzieci), pałac cieni (za ciemno), tunel zapomnienia (ledwo łapałam równowagę), wiklinowy labirynt (ze środka widać było tylko wiklinę), mini golf (gdy oni grali ja piłam kawę by chwilę odpocząć), karuzele i drzewo spadania (było pod słońce) i w końcu plaża w zatoce piratów… a tu akurat zdjęcie zrobiłam, ale jestem na nim w roli „małej syrenki” więc Wam oszczędzę tego widoku.

Dwie atrakcje pozostają przez nas nieodkryte – kolejka Dragona (czynna od 1 czerwca) i strefa basenowa (czynna od wakacji). Nic straconego – pewnie tam jeszcze wrócimy.

Całość wykonana jest naprawdę w przemyślany sposób i z ogromną dbałością o szczegóły. Co ważne, wszystkie rozrywki są w cenie biletu wstępu. Nie brakuje także punktów gastronomicznych, gdzie kupić można zarówno słodkie przekąski jak i całkiem smaczny obiad. I mimo komercyjnego charakteru tego przedsięwzięcia nie było czuć tłoku, a do atrakcji nie czekaliśmy w kolejce.

PS. Jeśli nie przekonało Was wszystko co powyżej to mam jeszcze przysłowiowego „asa w rękawie”. Po całym dniu na Farmie nogi mam prawie jak Anja Rubik 😉 Lepszego Dnia Matki nie mogłam sobie wymarzyć. Farma Iluzji to zdecydowanie HIT.

Udostępnij: