Jakiś czas temu myślałam, że wokół Warszawy jest mało wody. I nie chodzi tu bynajmniej o suszę, ale o możliwości letniego wypoczynku. Kiedy w maju spłynęliśmy po raz pierwszy Wkrą odkryłam, że równie dobrze co nad jeziorem można bawić się nad rzeką. Aby jednak zabawa była dostosowana dla dzieci, rzeka musi spełniać podstawowe kryterium – musi być w miarę płytka, a co za tym idzie woda w niej ciepła. Okazuje się, że takich rzek wokół Warszawy jest mnóstwo, co stwarza naprawdę super okazję do przyjemnego spędzenia weekendu nad wodą. I to bez konieczności kilkugodzinnych podróży nad Bałtyk czy na Mazury. Tym razem wybraliśmy Liwiec. Czy było warto? Przekonajcie się sami.

Źródło: Google Earth

Liwiec

Liwiec to dopływ Bugu. Rzeka oddalona jest o ok. godziny jazdy samochodem od Warszawy. Jej ujście znajduje się w pobliżu Kamieńczyka i tam też kończy się wiele spływów. Kajaki można wypożyczyć w kilku miejscach. My skorzystaliśmy z ośrodka Nadliwie. Najkrótsza trasa w ich ofercie to tylko godzina płynięcia, z Urli do Strachowa. My wybieramy trasę średnią i startujemy tuż za mostem w Zawiszynie.

Idziemy przez rzekę

Woda jest bardzo płytka więc trasa zapowiada się przyjemnie, ale poważnym utrudnieniem okazują się wszechobecne mielizny. Wydaje mi się, że nie jest tak zawsze. Warto więc przed wyruszeniem zapytać organizatorów o obecny poziom wody w rzece. My właściwie nasz spływ co najmniej w ¼ drogi przechodzimy ciągnąc kajaki. Ostatecznie dla dzieci jest to mega frajda, a i my miło spędzamy czas. Liwiec jest więc rzeką, którą polecam na spływ nawet z małymi dziećmi lub dla bardzo, bardzo początkujących kajakarzy.

Właściwie ciężko podzielić nasz spływ na odcinki, tak jak w przypadku Pilicy. Mniej więcej w połowie trasy przepływamy pod mostem kolejowym. Miejsc do zatrzymania jest mnóstwo i z wielu z nich korzystamy. Kajaki mamy pełne przekąsek, a dzieci praktycznie więcej czasu spędzają w wodzie niż w kajakach. Teren wokół jest zielony więc cieszymy oko letnim krajobrazem pobliskich lasów.

A po spływie…

Kiedy już dopływamy do ośrodka Nadliwie czeka na nas klimatyczna Restauracja z dobrym, lokalnym jedzeniem. Dzieci nie chcą się rozstać więc dajemy się namówić na popołudnie na plaży. I choć w powietrzu czuć już zbliżający się rok szkolny, to zostajemy nad rzeką (a właściwie w rzece;) prawie do wieczora. Kolejnym raz okazuje się, że nie trzeba wcale egzotycznych, dalekich podróży, aby miło spędzić czas. I w zasadzie nie jest ważne czy w kajaku, czy bardziej obok … ważne, że w miłym towarzystwie:)

Udostępnij: